Bukowisko 2008
Okres lata mamy już za sobą, a i jesień ta, która stwarza pozytywne emocje, zwolna odchodzi w niebyt. Rybom spada tempo żerowania, za wyjątkiem naturalnie drapieżników, które praktycznie teraz pełną parą napełniają brzuchy. Każdy ciepły dzień powoduje jednak, że owady wylatują jeszcze nad wodę i klenie chętnie zbierają je z powierzchni. Problem jest tylko z tym, aby taki dzień przytrafił się w sobotę. No i w ogóle byłoby fajnie, żeby nie wiatr. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Czasem trzeba podejmować ryzyko nawet w niesprzyjających okolicznościach. W jedną z takich sobót wybrałem się do Dolistowa i namówiłem Krzysztofa, aby wywiózł mnie z moją plastikową łupiną w górę rzeki, do Jesionowa. Tutejsze rafki słyną z uganiających się kleni. Słońce nie świeciło, a i wiatr nie był moim sprzymierzeńcem. Trafiłem jednak na kilka spokojniejszych zakrętów, gdzie udało się w miarę sensownie położyć muchę. Kuchenka na dzień dobry obdarzyła pięknym kleniskiem. Podniecenie wzrosło błyskawicznie. „Ale się będzie działo” – pomyślałem. I pewnie by tak było, ale uciekająca mi z prądem zbyt mała łódka, targana wiatrem, plączący się sznur i „siadająca” mucha, bardzo szybko wyleczyły mnie z radości. Klenie owszem dopisały, złapałem ich koło dychy, ale to było prawdziwe „chażdiennie po mukam”. I jeszcze te żałosne próby wykonania zdjęć pod wodą i na powierzchni. Kilka fotek zrobiłem, ale czy powinienem być zadowolony? Wyraźnie w takiej chwili człowiek czuje się samotny, brakuje rąk, bo trzeba trzymać kij, wiosła, włożyć pod wodę wyślizgujący się aparat. Łódka spływa, kolebie się na wszystkie strony. W każdym razie, wszyscy modele po sesji, wrócili w biebrzańskie odmęty. Spływałem po całym dniu do mostu i byłem „utargany” tymi rzecznymi rozrywkami. Ale przy najbliższej sprzyjającej okazji spróbuję jeszcze raz. Ot, taki maleńki masochizm. O rybach jednak dość.
W międzyczasie postanowiłem również posłuchać „nakręconych na seks” biebrzańskich byków. Nie jest to trudne wieczorową porą i nawet nie trzeba zaliczać wielkich kilometrów po bagnach. Wystarczy na carskim trakcie (w okolicy Długiej Luki), np. przy Bagnie Ławki, zatrzymać auto i wyłączyć silnik. Byki stękają dookoła aż miło. Dobrym również miejscem, jest wieża widokowa w Burzynie, tylko tu już trzeba poczekać do zmierzchu. Wybrałem się też z Aleksym i Stachem na Groblę Honczarowską, aby spotkać łosia face to face, ale jedyne zwierzę, stało o kilkaset metrów we mgle i praktycznie dopiero na dużym powiększeniu zauważyłem, że był to samiec z dość pokaźnym porożem. Generalnie bukowisko zaliczyłem, ale dobrego zdjęcia rozbuchanego samca nie mam.
No i jeszcze coś postanowiłem wrzucić na stronę, bo taki pomysł mi jakoś do głowy dotychczas nie przyszedł, a mianowicie grzyby. Jest to wyjątkowo wdzięczny temat do fotografowania, bo rosną stosunkowo krótko, ale przybierają naprawdę piękne i wyjątkowe kształty, a my Polacy mamy do nich szczególną słabość. Zamieszczam, więc parę znalezisk i wiem, że niektórzy z was mogą się pochwalić ładniejszymi okazami. Nie każdy jednak potrafi się taplać w mokrym igliwiu, aby zrobić im zdjęcie z poziomu ściółki.
Ach i jedno zdjęcie z przeciwważnej okolicy górskiej. Krótki i intensywny pobyt w Wierchomli. Byłem tam ze swoim webmasterem ( a może raczej webmasterką), bo mówi, że oszaleje z tą Biebrzą. No cóż, nie każdy jest taki „zbiebrzowany”. Może to i dobrze czasem zmienić krajobraz, bo jeszcze faktycznie człowieka pokręci. A Biebrza to potrafi, nie jeden już tego doświadczył.
Pozdrawiam całe biebrzańskie środowisko naturalnie, jak zwykle!!!